Zakażone, zepsute, skwaśniałe piwo to koszmar każdego piwowara. Wylewanie zepsutego piwa to jedno z bardziej przykrych doświadczeń w piwowarskim hobby. Na szczęście przy zachowaniu zasad czystości i dezynfekcji w domowym browarze, infekcja piwa nie zdarza się często. Aby ustrzec się przed wrogiem, należy go poznać. Właściwa identyfikacja objawów jakie obserwujemy na piwie, jest kluczowa by zaoszczędzić sobie stresu. Często nawet nie początkujący piwowarzy mylą infekcję z zupełnie nieszkodliwymi objawami fermentacji. Przyjrzyjmy się zatem najczęstszym zakażeniom jakie może spotkać nasze piwo domowe.
Najbardziej charakterystycznym objawem zakażenia piwa na etapie fermentacji jest błona równomiernie zaciągnięta na powierzchni młodego piwa w fermentorze. Często określana mianem “biofilmu”.



Za objawy infekcji często brane są skupiska drobnych płatków drożdży, które pływają na powierzchni piwa lub osadzają się na brzegach fermentora. Pamiętajmy, że infekcyjny biofilm ma kolor zawsze biały lub zbliżone odcienie. Płatki drożdży są w kolorze beżowym przechodzącym w brązowy. Biofilm zwłaszcza na początku ma jednorodną powierzchnię przypominającą błonę, która bardzo szybko się zagęszcza. Z czasem może przybrać postać bardzo drobnej pajęczyny lub na jej powierzchni mogą pojawiać się bąble. Są one jednak zdecydowanie większe niż bąbelki, z których zbudowana jest piana fermentacyjna.
Błona pojawiająca się podczas infekcji to nagromadzone skupiska mikroorganizmów które zaczęły rozwijać się w naszym piwie. Usunięcie błony niestety nie spowoduje, że pozbędziemy się infekcji. Zakażeniem objęte jest całe piwo domowe. Na szczęście nie zawsze jest tak, że piwo ze stwierdzonym biofilmem nadaje się tylko do wylania. W początkowym etapie zakażenie piwa nie musi być wyczuwalne, a ponieważ mikroorganizmy, które mogą rozwijać się w piwie nie są szkodliwe dla zdrowia, nic nie stoi na przeszkodzie aby takie piwo domowe butelkować. Zaznaczyć należy jednak, że będzie to piwo do szybkiego spożycia, zanim infekcja zacznie objawiać się również w smaku. Zabutelkowanie piwa i refermentacja spowodują odcięcie tlenu i z czasem wypełnienie butelki CO2, co skutecznie zahamuje rozwój mikroorganizmów wymagających jego obecności - czyli tzw. tlenowców. Oczywiście niektóre mikroorganizmy zakażające piwo nie wymagają obecności tlenu, ale jednak duża ich grupa nie przeżyje bez jego obecności. Pamiętajmy aby takie zabutelkowane piwo domowe kontrolować również pod kątem nagazowania, niektóre z mikroorganizmów mogą doferementowywać resztkowe cukry w piwie, powodując ich przegazowanie, co skutkować może rozrywaniem butelek po dłuższym leżakowaniu. Najczęstszym smakowym obajwem infekcji w piwie będzie jego kwaśnienie, za nie odpowiada większość tlenowców. Zazwyczaj towarzyszy im również obecność biofilmu.
O wiele bardziej uciążliwe są zakażenia dzikimi szczepami drożdży. Nie zawsze towarzyszy im obecność biofilmu, a praktycznie zawsze zmieniają trwale smak piwa. Może się zdarzyć, że będziemy mieć szczęście i trafimy na szczep dzikich drożdży, który wniesie szlachetne nuty owocowe, lekko kwaśne typowe dla lambików. Niestety dużo częstszym i najmniej przyjemnym objawem infekcji dzikimi drożdżami jest charakterystyczny zapach i smak chlorofenolu. Opisywany jako aromat apteki, szpitala, lizolu,dentysty. Jest tak wyraźny i intensywny, że nie sposób pomylić go z czymś innym. Takie piwa niestety nadają się tylko do wylania. Nawet najwięksi twardziele rezygnują po wypiciu kilku łyków.
wydzielane przez pleśnie. Rozpoznanie pleśni na piwie nie powinno nastręczać problemów, przypomina ona krzaczaste biało-zielone wykwity jakie możemy obserwować na wielu produktach spożywczych.
Dodaj komentarz
2 komentarze